TedxLublin 2014

DSC00070

na scenie…

Słowa nie wystarczą, potrzebne są działania. Banał, prawda? A zdaje się, że to jeden z tych banałów, które trzeba często powtarzać, by o nich przypadkiem nie zapomnieć. Motyw podejmowania działań był w moim odbiorze dziś przewodnim. I dobrze, bo co by było, gdyby ludzie zatrzymywali się jedynie na myśleniu o tym, czego pragną.       Dlaczego działania są ważne, od czego zacząć, co można dzięki temu osiągnąć – o tym opowiadano na TEDxLublin – wydarzeniu podczas którego ciekawi mówcy dzielili się swoimi doświadczeniami ze spragnioną inspiracji publicznością (w tym ze mną) :). Organizatorzy zadbali zdecydowanie o stronę estetyczną wydarzenia, obierając jak barwy przewodnie w przestrzeni Centrum Kultury czerwień, biel i czerń. Sądzę, że to był to trafny wybór, choćby z poziomu symboliki tych kolorów. Czerwony sugeruje energię, namiętność, rządze, pasję. To kolor życia, przetrwania i atrakcyjności. Biel nasuwa na myśl dobre intencje i przejrzystość przekazu, natomiast za czernią kryje się pewna… tajemnica. Czarny kolor może dystansować lub też podkreślać doniosłość, prestiżowość wydarzenia. Z uwagi na zaproszonych gości oraz tworzony klimat – ma to sens. Zwłaszcza, że pierwszy raz w Polsce całość konferencji była streamingowana i tłumaczona na język migowy! Klamra wystąpień TEDexowych tej jesieni należała do pań. Na samym początku Rita Pierson przekonywała nas, że nie da się nikogo nauczyć, jeżeli się nie lubi danej osoby. http://www.ted.com/talks/rita_pierson_every_kid_needs_a_champion W zabawny sposób opowiadała o trudnej rzeczywistości edukacyjnej, w której młode osoby nie mają szans na sukces przez przedmiotowe traktowanie ich starań. Relacje są ważne nie tylko w biznesie – to dzięki nim prawdziwie stajemy się tymi osobami, którymi chcemy być. Więc zamiast narzekać na trudną młodzież może warto… ją najpierw prawdziwie poznać? Na scenę weszła para młodych ludzi. Andrzej Budnik i Alicja Rapsiewicz (czyli LosWiaheros), opowiadali o tym „Jak zwiedzić świat i nie zbankrutować?”. A co ciekawe, nie mówili o metodach, sprawdzonych szlakach, narzędziach przetrwania i trikach podróżniczych. Opowiadali o wyrzeczeniach i priorytetach, o bliskości naszych celów i o umiejętności rezygnowania z drobnych przyjemności. Cóż, są ludzie, dla których priorytetem jest wyjście na piwo (bo to drobny wydatek i stać mnie) a są i tacy, którzy nie kupują słodyczy przez 3 miesiące by gdzieś pojechać za zaoszczędzone pieniądze. Miałam wrażenie, że Ci ludzie ostatnio bardzo często opowiadają o swoich podróżach. Pokazywali piękne zdjęcia, zabierali nas na chwilę w różne zakątki świata… tylko cały czas podkreślali, że nie ma nic za darmo, że wyrzeczenia są ważne, że nie warto sugerować się cenami biur podróży. Gdybym miała streścić ich wystąpienia, brzmiałoby ono: „oszczędzaj- zobaczysz więcej”. Pytanie, czy nie oczekiwałam rzeczywiście jakichś ciekawostek związanych z przetrwaniem na australijskim stepie… A może właśnie o to chodziło, by nie straszyć nas wężami, tylko zmobilizować do planowania i określenia priorytetów? Cóż, jak widać bez czynów nic się nie da… ewentualnie przeanalizować jak bardzo nas na nic nie stać;).   Następnie Sławek Łuczywek totalnie zmienił mi perspektywę opowiadając o świecie ciszy. O tym, z jakimi wyzwaniami każdego dnia zmagają się osoby niesłyszące. W żartobliwo-wstrząsający sposób przybliżył nam rzeczywistość tak obcą, a tak bliską jednocześnie. Na co dzień nie zastanawiamy się z jak wielu czynności czy nawet dziedzin życia/usług wykluczone są osoby głuche i niedosłyszące. We mnie zrodziło to wiele dodatkowych refleksji. Samo wystąpienie bynajmniej nie miało na celu wzbudzenia żalu czy litości. Mi osobiście imponowała determinacja tych ludzi do przetrwania w najczęściej nieżyczliwym otoczeniu. Pomysł migam.pl stanowi w tej perspektywie narzędzie nie tylko komunikacji, ale też realnego przetrwania – np. w sytuacjach zagrożenia życia. Migam.pl o którym opowiadał Łukasz, można porównać do tłumacza z języka i na język migowy. Wyobraźmy sobie, że osoba niesłysząca chce coś zakomunikować. Wykorzystywana do tego aplikacja rejestruje ruch (miganie) nadawcy i tłumaczy komunikat np. na sms lub notatkę głosową. Aktualnie w projekt zaangażowanych jest wielu prawdziwych i żywych tłumaczy, w przyszłości częściowo zastąpi ich wirtualny avatar! To jest niesamowite jak z potrzeby rodzi się realna odpowiedź na problemy prawie połowy miliona osób! Zobacz: https://www.youtube.com/watch?v=F1cfKGNiJMo#t=13 Ta inicjatywa nie doszłaby do skutku, gdyby nie zrobiono pierwszego kroku…
DSC00012

a to inspirujące Osoby. Ktoś, kto wie, ze stać Cię na więcej i ktoś, kto to rzeczywiscie potrafi zobaczyć.

Po tej poruszającej prelekcji nastąpiło rozprężenie w towarzystwie zwane przerwą. Zaskakujące, jak szybko się skończyła! Ludzie, których nie widziało się od tygodni – ci inspirujący, ci dający do myślenia i inni, których wkrótce też się poznawało (w końcu rozwojowe środowisko nie jest aż tak hermetyczne i o nawiązywanie relacji tutaj przecież chodzi). Rozmowy w kuluarach przerywane były dyskretnymi sugestiami ze strony Organizatorów, że czas wrócić na salę. Cóż, przynajmniej była szansa upolowania miejsca siedzącego.      
z fb 20m

z fb 20m

Drugą część otworzył swoim wystąpieniem Łukasz Jakubiak. Dobrze, wiedziałam, że będzie się działo. Że ten człowiek da się lubić. Że Łukasz przygotowuje prezentacje z przytupem – bo to jest jego wizytówką i znakiem rozpoznawczym. Podobnie jak poczucie humoru. Bo to dzięki tym dwóm czynnikom porwał publiczność swoją opowieścią o przygodach, do których z premedytacją doprowadził. Swoją drogą – ciekawy zwrot – „doprowadzić do przygody”… W końcu nie ma przygód bez otwartości na nie. W każdym razie wystąpienie u boku Stevena Seagala czy „sweetfocia” z lady Gagą nie wydają się być już tak niemożliwe do zrealizowania. A ja zapraszam na program Łukasza. Tego człowieka po prostu warto poznać: https://www.youtube.com/channel/UC8iQVu0b7PZxL_LTl8-c0Kg Tylko, że Łukasz nic by nie zrobił i nie miałby prawie 230 tysięcy subskrypcji, gdyby leżał w łóżku i marzył o sławie i fejmie. Po Łukaszu zabrał głos Wojciech Eichelberger. Psycholog. Myśliciel. Ja? Kim jest ja? Co było pierwsze – bycie czy mienie? Trochę zgłupiałam. Bo chyba nie nadążałam za przewrotnym tokiem myśli prelegenta, a może zadawane przez niego pytania były zawężające (a ja nie lubię zawężających ograniczeń…). Skończyło się na tym, że ani prelegent, ani ja nie wiedziałam, co myśleć. Czekam z niecierpliwością na film z tego wystąpienia – bo czuję potrzebę zobaczenia tego wykładu jeszcze raz. By lepiej zrozumieć przekaz. Na razie załapałam tyle, że „mieć czy być?” niekoniecznie musi być prawdziwą alternatywą. Jako ludzkość, jesteśmy nastawieni na posiadanie, tylko czy to posiadanie nie jest przypadkiem wtórne wobec bycia? Bo jeżeli coś mam, to właściwie ważne jest to, że mam, czy ważniejsze jest to, kto właściwie ma? Nasze JA kształtuje sposób postrzegania świata, a to JA definiowane jest przed przedmioty, którymi się otaczamy (sic!) i które posiadamy. Kim jestem, jeżeli w moim umyśle nie ma myśli? Co jest prawdziwym potencjałem? Jak zdefiniować tożsamość? Po czym poznam, że moje życie się spełniło? To tylko kilka pytań, które padły podczas tych kilkunastu minut filozoficznego monologu. Jak odpowiedzieć na te pytania? To trudne… Właściwie nawet po odpowiedzeniu na nie, nie do końca wiesz, co myśleć… Grunt to jednak wiedzieć, w co mam włożyć swoją energię do działania.
DSC00056

zabawne ujęcie, prawda?;)

Po tych dywagacjach światopoglądowych przeszliśmy do jak najbardziej dosłownego przełożenia historii na praktykę. Wojtek Drewniak opowiedział nam, dlaczego warto jest uczyć się historii. Nie tylko przybliżył mi pewne niuanse historyczne ubarwiające odbiór naszych przeszłych dziejów (a także niektóre zboczenia władców Polski). Dał również wskazówki, w jaki sposób uczyć innych. Kontrowersyjnie stwierdził, że ludzi w zasadzie interesują trzy rzeczy: seks, pieniądze i morderstwa – i to właśnie te trzy czynniki nakręcały wszelkie przewroty i ważne zdarzenia z  przeszłości. Takie przedstawienie historii bez cenzury rzeczywiście pobudza wyobraźnię. Wojtek ujął mnie zwłaszcza skromnym podsumowaniem „Idź do tabloidów, dzbanie”. Tym podsumowaniem kupił mnie sobie jako subskrybentkę;). Obejrzyjcie jego prelekcje, gdy zostanie odblokowana. Kanał: https://www.youtube.com/user/HistoriaBezCenzuryMB
DSC00061

Nikt tak pięknie nie mówił o social media jak Basia…

A po Wojtku wystąpiła Basia Stawarz. Jak w tak drobnej osóbce mieści się taki power w opowiadaniu historii? – nie wiem. Wiem, że słuchało się tej osoby z przyjemnością. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że żyję w czasach aż tak daleko posuniętej informatyzacji życia codziennego – mam tu na myśli wszechogarniające social media, o których opowiadała Basia. Chyba egzystuję jednak wśród archaistycznych przedstawicieli gatunku, bo nałogowe meldowanie się na facebooku w każdym odwiedzanym miejscu należy raczej w moim otoczeniu do rzadkości, jednak wystąpienie o bezapelacyjnym wpływie życia w internetach było dla mnie ważne. Ja również preferuję kontakt osobisty. Lubię widzieć człowieka, gdy do niego mówię, obserwować jego reakcje, wyczuwać nastrój. A tak jak wspominała prelegentka, obecnie wiele osób woli mieć pełną kontrolę nad własnym, kreowanym wizerunkiem. Chowanie się za ekranem i tworzenie swojego „avarata” w sieci jest wygodne, nawet pasjonujące. Tylko, czy człowiek w tym wszystkim nie staje się właściwie jedynie… medium towarzyszącym? Takim, obok. Takim mniej ważnym niż posty na facebooku? Barbara mówiła o fascynacji miałkością – kariera, jaką robią zdjęcia kawy w porannych postach daje do myślenia. Naprawdę to jest aż tak ważne, by na tym koncentrować uwagę znajomych? Świetne podejście do tego, co nas otacza, z nutką pikanterii, humoru i prawdy dziejów;). Najważniejszym w wypowiedzi Basi było dla mnie stwierdzenie, że my w naszej kulturze bycia na okrągło demonstrujemy naszą dyspozycyjność. Odbierające telefon („Nie mogę teraz rozmawiać – w domyśle – to nic, że jestem na spotkaniu; wiedz, że teraz dzieje się coś ważnego i koniecznie muszę Ci o tym powiedzieć, że nie mogę z Tobą dłużej rozmawiać”), postując, meldując się w miejscach. To nie jest złe. Po prostu jest zjawiskiem. Zjawiskiem, które może nam dać do myślenia – na czym właściwie my się obecnie koncentrujemy? Czy rzeczywiście na rzeczach (zdjęciach, postach) które MAJĄ dla nas znaczenie? Tą piękną klamrą zakończona została oficjalna część lubelskiego TEDxa. Żałuję ogromnie, że nie mogłam być na afterparty, gdyż wiem, że możliwość bezpośredniej rozmowy z prelegentami i uczestnikami, to fajna okazja na dyskusje o sprawach ważnych (i tych mniej poważnych). Podsumowując – polecam. Ale to przecież już wiesz. Pytanie, co dalej zrobisz z taką inspirującą wiedzą zaczerpniętą z TEDexowych filmików które już wkrótce zostaną opublikowane….?
DSC00074

Jesteś gotowy?

        Dla mniej wtajemniczonych: TED jest Ideą, wywodzi się od konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design). Po raz pierwszy zorganizowano ją w 1984 roku w Kalifornii jako konferencję naukową dotyczącą kwestii technologicznych. Jej celem była i jest popularyzacja „idei wartych rozpowszechniania”. Po latach na konferencji zaczęły się też pojawiać aspekty dotyczące nauki i kultury. TEDx to lokalne wersje konferencji TED. Tę lubelską Organizatorzy określają następująco: – Naszym celem jest tworzenie platformy do wymiany i rozwijania pomysłów oraz promowanie osób i idei, które pokazują, że każdy z nas może zmieniać świat na lepsze. (za http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,17013524,Jak_spelniac_marzenia__Dlaczego_warto_tu_zostac__TEDx.html)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress