Czemu czasem żeby ruszyć do przodu trzeba stanąć i porządnie oberwać?

wzór 1.3

zdjęcie: Tim Taddler

  Otóż okazuje się, że możemy uważać, iż funkcjonujemy całkiem dobrze, nie mamy większych problemów w pracy, życiu rodzinnym czy w relacjach ze znajomymi. Aż tu jedziemy na tak zwany Trening Interpersonalny i bach! Cały świat naszych przekonań legnie w gruzach. Tak było ze mną. Pojechałam na TI z ogromną ciekawością i przekonaniem, że jest całkiem dobrze, może być może będzie lepiej. Przecież naprawdę dobrzy trenerzy umiejętności interpersonalnych koniecznie powinni odbywać takie treningi, inaczej strach jest się u nich szkolić. Trening trwał 4 dni. Cztery dni w zamknięciu (praktycznie) z grupą obcych mi osób. Ja nie dam rady?…             Nie dałam. Pierwszego dnia nie działo się nic. To znaczy działo się bardzo dużo, ale bez naszej wiedzy. By nie psuć Wam zabawy, nie będę zdradzała, czym się zajmowaliśmy. Mogę jednak powiedzieć, że wszyscy byliśmy zirytowani i zawiedzeni. Drugiego dnia zaczęła dziać się magia. Ludzie jeden po drugim uzmysławiali sobie, w jak groteskowych tkwią schematach, jak wielki mają potencjał i obszar do rozwoju. To właśnie wtedy pękłam. Zobaczyłam to, czego nie potrafiłam dostrzec wcześniej. Do końca zjazdu czułam, że przez resztę treningu czerpię pełnymi garściami. Ogrom wsparcia, ciepła, ale też potu, łez i krwi (akurat nasza grupa jest bardzo wyjątkowa i jak się angażuje – to całkowicie). Sama dostałam wiadro (bo nie kubeł) zimnej wody na głowę. Miałam wrażenie, że ta metaforyczna obmywająca mnie z moich fałszywych przekonań lodowata woda jednocześnie rozlewając się pokazuje znacznie szerszą perspektywę. I coś w tym jest. Jak jest się „ w środku” swojego życia – działa się, wykonuje codzienne czynności, pracuje jak zwykle – traci się perspektywę obserwatora. Nie sposób się przyjrzeć z pewnego dystansu własnemu działaniu. Gdy się zaś zatrzymamy (lub ktoś nas zatrzyma ) i popatrzymy na to jaki obiektywnie wpływ na innych, w jakich schematach się poruszamy, co nam nie pozwala przekraczać bzdurnych myśli – czasami z trudem rozpoznajemy siebie. Jak inni mogą mnie szanować, skoro sam pokazuję im, że nie dbam o siebie? Dlaczego ciągle spełniam oczekiwania innych wobec siebie zamiast zająć się tym, czego sam potrzebuję? Może warto zaprzyjaźnić się z krytykiem wewnętrznym? Czy przez swoje reakcje nie uciekam od tego co mnie w głębi trapi? Co uniemożliwia mi działanie? – To tylko przykłady wglądów, na które wpadamy po takim zatrzymaniu. Osobiście mam materiału do przemyśleń na co najmniej miesiąc. A na działanie i czucie – resztę życia.   Polecam każdemu, kto myśli o pracy z ludźmi. Kto chce ich lepiej zrozumieć i lepiej zrozumieć siebie. Kto ma potrzebę doskonalenia swoich umiejętności. Bo akurat w przypadku rozwoju osobistego, gdy spoczywamy na laurach – nie tylko pozwalamy się wyprzedzać, ale też – cofamy się.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress